Artykuł sponsorowany
W czasach dzisiejszej inflacji próbujemy przyciąć koszta na wszystkim. Jednak są usługi, za które warto zapłacić więcej i mieć pewność, że są dobrze zrobione. Wiele osób podczas wykańczania mieszkania stawia na samodzielną pracę, rezygnując z wynajęcia stolarza. Przeanalizowaliśmy, czy naprawdę warto ryzykować.
Co tak naprawdę robi stolarz?
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wykończenie wnętrza to głównie skręcanie szafek, przykręcenie blatu i powieszenie kilku frontów. W praktyce stolarz zaczyna pracę dużo wcześniej, niż pojawia się wiertarka. Najpierw dokładnie mierzy pomieszczenie, sprawdza krzywizny ścian, poziomy podłogi, wystające rury, kaloryfery i gniazdka. Na tej podstawie projektuje zabudowę tak, aby wszystko się mieściło, otwierało i nie ocierało o siebie, a szuflady pracowały lekko nawet po latach. Dobiera też odpowiednie materiały i okucia do sposobu użytkowania. Na końcu fachowiec planuje kolejność prac, sposób wniesienia elementów, poziomowanie, regulację frontów. Większość tych rzeczy jest dla inwestora niewidoczna, dopóki coś nie zacznie zgrzytać.
Jeżeli szykujesz się na remont, zdecydowanie przydadzą się dodatkowe oszczędności. Dobrym sposobem na dorobienie sobie może się okazać typowanie, jednak warto pamiętać, by podczas rejestracji wpisać kod promocyjny Superbet. Zapewnia on świetne udogodnienia dla nowych użytkowników, a aktualny powitalny może wynosić nawet do 3755 PLN, więc naprawdę się opłaca!
Kiedy wykończenie może się udać?
Mimo tego, że praca stolarza jest złożona, są sytuacje, w których rezygnacja z niego może być uzasadniona. Jeśli planujesz prostą zabudowę w regularnym pomieszczeniu, bez rur gazowych, liczników i dziwnych załamań ścian, masz szansę poradzić sobie samodzielnie, korzystając z gotowych systemów meblowych. Dobrze sprawdzają się szafy we wnękach o wymiarach łatwych do dopasowania do standardowych modułów, proste regały czy szafki stojące.
Wiele osób całkiem nieźle radzi sobie również z wykończeniem tymczasowym – na przykład w mieszkaniu na kilka lat, gdzie celem jest funkcjonalność i przyzwoity wygląd, a nie perfekcyjny efekt na dekadę. Jeśli masz już za sobą skręcanie mebli, wiesz, jak używać poziomicy, kołków rozporowych i wiertarki, a do tego masz cierpliwość, możesz świadomie podjąć decyzję, że spróbujesz sam, licząc się z niedoskonałościami.
Jakie ryzyko bierzesz na siebie, rezygnując ze stolarza?
Wykończenie bez stolarza to przede wszystkim przejęcie odpowiedzialności za wszystkie pomiary, błędy i poprawki. Jedno źle wymierzone miejsce na sprzęt AGD może oznaczać konieczność wymiany blatu albo przerabiania szafki. Krzywe ściany potrafią sprawić, że przy samodzielnym montażu pojawiają się szczeliny, które trudno później estetycznie zamaskować. Dochodzi również zmęczenie, pośpiech, praca po godzinach i stres związany z tym, że każde potknięcie kosztuje dodatkowy czas i pieniądze. W skrajnym przypadku może się okazać, że i tak musisz wezwać fachowca, który będzie ratował sytuację po amatorskich przeróbkach, co bywa droższe niż spokojne zlecenie mu prac od początku.
Oszczędność
Największym argumentem za wykończeniem bez stolarza są oczywiście pieniądze. Na papierze wygląda to kusząco, bo przecież płacisz tylko za materiały i sprzęt, a robocizna jest za darmo. Jednak w praktyce warto zadać sobie kilka pytań. Po pierwsze, ile godzin realnie poświęcisz na planowanie, zakupy, dojazdy po brakujące elementy, sam montaż i poprawki? Po drugie, czy w razie błędu nie będziesz musiał kupić części materiałów drugi raz? Płyta przycięta za krótko, źle nawiercone otwory, zniszczony blat – to wszystko są koszty, które potrafią zjeść połowę zakładanej oszczędności.
Należy też uwzględnić wartość własnego czasu oraz stres, który pojawia się, gdy równolegle zajmujesz się rodziną, pracujesz zawodowo i próbujesz wieczorami zostać stolarzem. Czasem okazuje się, że różnica między samodzielnym działaniem a zleceniem prac fachowcowi jest mniejsza, niż się wydawało, zwłaszcza jeśli liczyć wszystko uczciwie.
Kiedy warto zatrudnić stolarza?
Najrozsądniejsze podejście często leży pośrodku. Zamiast stawiać sprawę na zasadzie albo wszystko sam, albo wszystko zlecę, możesz podzielić zakres prac. Doświadczonemu stolarzowi można powierzyć newralgiczne elementy – zabudowę kuchenną, szafę w trudnej wnęce, fronty i blaty, a samodzielnie zająć się prostszymi rzeczami, takimi jak montaż półek, lżejszych szafek, drobne zabudowy czy dodatki. Daje to oszczędność, ale jednocześnie zapewnia, że najbardziej wymagające miejsca zostaną wykonane profesjonalnie.
Warto też porozmawiać z wybranym stolarzem już na etapie planowania i jasno powiedzieć, co chcesz zrobić sam, a co zlecić – często mogą podpowiedzieć. Ostatecznie odpowiedź na pytanie, czy warto ryzykować wykończenie bez stolarza, zależy od twojej cierpliwości, budżetu, umiejętności i tego, jak bardzo zależy ci na perfekcyjnym efekcie. Jeśli potraktujesz sprawę świadomie, bez złudzeń i z realną oceną własnych możliwości, decyzja niezależnie od kierunku będzie dużo spokojniejsza.